|
azahiel blog |
księga go�ci 2005 listopad luty 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad ..:Ważniejsze Wpisy:.. O mnie część 1 ..:NightCrawler Links:.. Blue-Pet Mój własny shrine, zapraszam!! Wild Blue Yonder Boy Wagnerszenen Nightcrawlers NewNight FUZZYNESS Blue Fuzzy Elf Enigma - Nightcrawler site X-MEN - Beyond Evolution ..:Ulubione Linki:.. GOTHIC PL Moja galeria na DA Moja Galeria na VCL GOTH.net VCL - Furry Art UWAGA: strona może zawierać treści nie dla dzieci ;) Bauhaus - Dark Entries BlackRose Clothes ..:Blogi Przyjaciół:.. Blog Padme Blog Kasi Blog Zielonego
|
2005-11-08 21:15:44 >> Tak dla proby... Zastanawiam sie czy ktokolwiek zobaczy ten wpis, kto wie... Moze jest tam jakas zablakana duszyczka, ktora znajdzie opuszczone miejsce w internecie... Odswierzyc? czy skasowac blog? Pytanie... skomentuj (7) 2005-02-14 22:55:14 >> Prawdy niepodważalne - Kobiet NIGDY nie zrozumiem - A JEJ szczególnie - Walentynki są do kitu jak nikogo nie masz...pozatym po co mi specjalne święto aby powiedzieć, że kogoś lubię? >< - Wszyscy cudowni ludzie, których poznaje na necie muszą mieszkać tak daleko odemnie >< Tyle...na wiecej nie mam humory...z resztą i tak nikt tu nie zagląda >< skomentuj (9) 2004-12-30 23:47:55 >> Święta świtęta i po świętach Oj ale wy niecierpliwi XD Ha! Chcieliście to macie...nie wiem na ile tu napiszę, ale mam nadzieje, że wyjdzie długa notka. OK...chronologicznie... Pewne problemy, o których wolę nie wspominać miały miejsce dobre kilka tygodni temu...powiedzmy, że choroba w rodzinie...ale już spoko. Dalej były sobie matury próbne...i były okropne...z polskiego, jak wielu już narzeka, każde pytanie powinno mieć dodatkowe zdanie: "Co miał na myśli autor pytania". Nic nowego...ale jakim cudem udało się państwu z ministerstwa zrobić z języka polskiego przedmiot ścisły??? Ano udało się. Na każde pytanie jest stricte jedna prawidłowa odpowiedź (rzadko dwie). Nie może być nic innego...nawet w części otwartej trzeba pisać stricte co jest w tekście i pytaniu...i nie ma miejsca na własne przemyślanie czy obserwacje...czego nie ma w kluczu tego sie nie liczy. No i oczywiście jeśli czyjś tok rozumowania różni się od tego co jest w kluczu (mimo, że mogłoby być zaliczone jako dobra odpowiedź w normalnych warunkach) to trudno...0 points. Ale do tego można się jeszcze przyzwyczaić. Inną dość wkurzającą sprawą jest gigantyczna różnica poziomów pomiędzy maturką podstawową, a zaawansowaną. Miło, że podstawowa daje szanse do zdania nawet tym niepełnosprytnym, ale co im po tym jak NIC z taką maturą nie zrobią? Za to poziom rozszeżony jest dla wybrańców...dla tych, którzy są perfect z danego przedmiotu. Ja sam zdaję maturkę z angielskiego na poziomie zaawansowanym (w końcu na anglistykę muszę :P). Próbna podstawowa była dla mnie banalna...ale zaawansowana...whooo to juz inna para kaloszy >< Zastanawiam się czy chociaż 50% będzie :P O ile starą maturę można było zdać lub nie zdać, o tyle tą można zdać lepiej, gorzej lub nie zdać. Jak zdasz lepiej to skacz ze szczęścia...jak gorzej to masz zdaną maturę, ale gówno z tego będziesz mieć... Najpiękniej poszła mi geografia (coś muszę zdawać jako 3 przedmiot i drogą eliminacji wyszła mi gegra). Szczególnie, że już pierwszego dnia matur zacząłem chorować, drugiego zupełnie straciłem głos...a podczas geografii byłem kompletnie rozłożony i się ledwo co koncentrowałem. Wynik będzie cudny :P A teraz najlepsze...po próbnych maturach mieliśmy planowo resztę lekcji XD Gratulacje dla pana dyrektora...nwet poniedziałku nie odpuścił (przeddzień matur), a co dopiero czas po maturach. Chyba żadne inne liceum na śląsku nie miało w te dni późniejszych lekcji! Niemniej nie było mnie na tych lekcjach...co bede chory siedział w szkole. Wolne już sobie zrobiłem do końca roku...oczywiście mam na piśmie od lekarza, że chory byłem ;) A teraz jak minęły święta. Święta jak to święta. Cudowny okres, w którym niektórzy ludzie robią się dla siebie mili, aby do następnych świąt mieć się w dupie. Cudowny okres, w którym jesteśmy zewsząd bombardowani promocjami, "czujemy magię świąt" i boleśnie rzygamy nakrętkami coca-coli, aby wymienić je na głupie elfiki. Ja tego nie zbieram, ale są ludzie, którzy się na takie cos rzucają jak piranie na kawał zgniłego mięcha. Święta to najlepszy okres aby cudna komercja pod szyldem prezentów wcisnęła nam swoje badziewie i jeszcze na tym wyszła z zyskiem. Wszędzie wokół roi się od czerwonych, tłustych krasnali, światełek i świecidełek. Gdzieś w tym całym plastikowym szaleśtwie kupiowania, zbierania i biegania zatraciła się idea świąt. Znaczy dla każdego święta są czymś innym. Dla producentów to okazja do promocji, dla sklepów to okazja na większy niż zwykle zarobek, dla ludzi to okazja do przypomnienia sobie o innych, których mieli wcześniej w głębokim poważaniu. A w czym rzecz? Ludzie chyba zapomnieli, że święta to czas do spędzenia z rodziną...zajęci pracownicy jeszcze w Wigilię siedzą w biurach, aby na ostatnią minutę zdążyć na kolację. Żony martwią się, aby nic nie przypalić. Zaś podczas samej kolacji atmosfera panuje taka, jak przy każdym innym obiedzie...gdzieś się to wszystko zatraciło...gdzieś poszła sobie cała magia. Wielu nawet rezygnuje z obchodzenia świąt, bo nie ma na to czasu. Czym to spowodowane? Sytuacją w kraju? Że każdy trzymie się swojego stołka jak tylko może, poświęcając nawet dobro osobiste. "Tak szefie...mogę zrobić te nadgodziny w święta. Co tylko pan każe". A z innych informacji...mam nową mysz...optyczna...świeci XD i działa na każdej powierzchni...oprócz blatu mojego biurka. I jeszcze monitor mam zepsuty...czekam na nowy i nie wiem kiedy się doczekam. Chwilowo mam zastępczy, w kineskopie którego wypaliły się pewne kolorki chyba i dominuje niebieski...coś tam widać, ale ciemno i niebieskawo. Przez to nie mogę pokolorować żadnego obrazka >< skomentuj (5) 2004-11-01 23:26:17 >> Beznadzieja Skoro tak ostatnio byłem przy temacie muzki...mała kontynuacja. Ostatnio (w sumie już dawno, ale dziś się jeszcze bardziej utwierdziłem w tym przekonaniu) zauważyłem w jaki sposób niektóre zespoły stają się popularne...a chodzi tu głównie o obecny pop i hip hop, tudzież rap. Oczywiście nie tyczy się to wszyskich jak leci, ale większości wszechogarniającek komerchy jaka nas toczy. Otóż siedząc sobie dziś przed TV i przeglądając kanały muzyczne (jak zwykle JEDYNA ciekawa rzecz była na MTV Classic) natrafiłem na muzykę, ni to pop, ni to elektro, ni to nic...takie bezpłuciowe toto i nudne. Trwało chyba przez 3 min, które w sumie składały się wyłącznie z naprzemian powtarzanych i mixowanych fragmentów dźwięków, plus jakiś pseudo wokal. Ale już widzę, że będzie toto popularne. Dlaczego? Po pierwsze jest nieskomplikowane, kiczowate i nie wymaga myślenia (jak na przykład O-Zone) i ma to co zwykle dodaje się do teledysków (filmów, gier, książek, itp.) kiedy niczym innym nie da się widza przyciągnąć - gołe dupy. Akcja teledysku to sala aerobiku, gdzie ładne panie kręcą pupami ładnie wyeksponowanymi poprzez stringi i obcisłe kostiumy. Oczywiście 90% całego teledysku to ujęcia tylnych części ciał tych pań. No od czasu do czasu najazd na biusty i jakiegoś faceta co tam ćwiczył i udawał, że śpiewa. Praktyka ta jest coraz powszechniejsza szczególnie w utworach rapowanych czy hip hopie. Ilekroć natrafiam na takowy teledysk to (o ile to amerykański hh) kręci się tam jakiś alfonsopodobny gościu w otoczeniu silikonowych pań wyjętych żywcem z burdelu. Oczywiście gdyby nie to, że gośc jest jakiś inny to bym pomyślał, że to to samo na co natrafiłem 5 min temu na innym kanale. Jeden czarnoskóry jegomość posłużył się nawet niemalże pornografią...co było całkiem zabawne XD ZUPEŁNIE roznegliżowane panie (nie pokazane zaś nic co w TV pokazać nie można, pomimo zbliżeń na pewne części ciała) wijące się wokół piosenkarza na łóźku. Najdziwniejsze w tym to, że gośc był grubo poubierany w dres. Panie wyły się na nim, udawały, że robią mu loda, udawały, że się z nim kochają...a gościu w dresiku dalej kontynuuje piosenkę jakby ich w ogóle nie było. Czasem mam wrażenie, że ci goście otaczający się balonami z plastiku chcieli na siłę powiedzieć społeczeństwu: "Wstydzimy się, że jesteśmy gejami i tak w ogóle to udowodnimy, że nimi nie jesteśmy". Widziałem już cieplejsze lodowce niż ci goście. A ponoć tylko kobiety są oziębłe. To samo dzieje się w filmach...Wstawianie scen łóżkowych tylko dlatego, że film jest nieciekawy to powszechna praktyka. Na przykład rodzimy "Wiedźmin" (film...niech go piekło...). Film był...nie skomentuję jaki...oczywiście musiała zostać wstawiona gorąca scena Geralta z Yennefer. Pewnie tylko dlatego, że sami twórcy zrozumieli, że zrobili gniot. Czy "Krąg" potrzebował scen łóżkowych? Nie...czy "Avalon" potrzebował? Nie...i tak dalej...filmy, które same w sobie są DOBRE lub więcej niż dobre nie potrzebują wybitnych efektów specjalnych czy scen...wiadomo jakich aby przyciągać. skomentuj (7) 2004-10-11 01:45:26 >> Muzyka, a stan psychiki Jest późno. Nie wiem co jescze robię na nogach...przecież jutro trzeba wstać. Słucham muzyki...dwa najbardziej przygnębiające utwory jakie mam...tak aby się wprowadzić w nastrój do spania. Co ciekawe muzyka bardzo wpływa na moje samopoczucie... Przy hip hopie ogarnia mnie wściekłość i agresja, wyzwala się moje agresywne ID...dlatego pewnie, że go nienawidzę. Przy techno i klubowej z kolei euforia i uśmiech na twarzy (o ile jest to techno AMBITNE, a nie tylko łupcu-łupcu-dupcu-dupcu) Przy metalu...hmmm zależy od rodzaju z reguły taki dość błogi stan. Przy gotyku...uspokojenie i wyciszenie...w końcu mój ulubiony rodzaj. Chociaż często po głowie zaczynają latać mroczne myśli...lubię jak tak się dzieje :> Przy ambiencie zaś nachodzą mnie przemyślenia. Na wszelkie tematy, potok myśli płynie niczym wodospad. Przy takiej muzyce powinienem pisać notki, chociaż byłyby to mysli przelane na monitor. Coś co może tylko ja zrozumiem. Niemniej wszystko powyższe działa tylko jak się wsłuchuję w muzyke. Dlatego lubię sobie ja puszczać przed zaśnięciem, kiedy wygodnie leżę włóźku i mogę założyć słuchawki... Jest udowodnione, że muzyka wpływa na umysł. Na niektórych bardziej na innych mniej...na mnie widać dość bardzo. Owe wcześniej wspomniane utwory napawają mnie takim przgnębieniem, że jeśli się dostatecznie wsłucham to aż chce mi się płakać...dosłownie. Raz tak miałem, że leżąc gapiłem się w sufit i łza spłynęła po policzku. Cóż...lubię muzykę. I tylko dlatego, że mnie przygnębia nie mam zamiaru zdejmować tych utworów z listy moich ulubionych. Jakie to są pytacie? The Three Shadows I The Three Shadows II obie grupy Bauhaus... skomentuj (7) 2004-09-22 21:03:46 >> Stawka czeka nas Heh, dostałem wczoraj wezwanie na stawkę do wojska. Niektórzy w klasie dostali je dzień wcześniej... Trochę to zabawne i jednocześnie głupie. "Niestawienie się podlega karze grzywny lub pozbawienia wolnośći" XD Nie kocham tego kraju i "obowiązek szkolenia obronnego" mnie gówno obchodzi. Ale cóż...w kiciu nie chce siedzieć...odwale to i z odrobiną sprytu dostane kat. D :P Chociaż na początku to chyba tylko rejestracja... a z resztą. Nie nadaje się do wojska, najpewniej zabiję się tam po tygodniu lub dwóch... Chociaż najpierw muszę przeżyć maturę, a zapowiada się okropnie... skomentuj (3) 2004-09-01 22:39:49 >> SZKOŁA!!! BUAHAHAHA!!! niecierpię jej Pierwszy dzień szkoły...niezły powód aby totalnie zwalić sobie humor -___- Z początku nie chciałem iść na rozpoczęcie w garniaku, ale w końcu się tak ubrałem. Na pogrzeby i w żałobie trzeba być eleganckim... Sprawozdaniem z apelu nie będę zanudzać...tak żałuję, że nie wziąłem mojego disc-mana i Dimmu Borgir do budy. Zrelaksowałbym się przy muzyce... Potem do klas...jak miło było zobaczyć znowu mojego wychowawce...WCALE NIE! I się zaczęło...wymienianie zmian w statucie co do ubioru. Dziewczyny: nic wyzywającego, bez miniówek..bla bla bla... I co najgorsze...NIE MOŻNA W ŻADEN SPOSÓB PRZEDSTAWIAĆ SWOJEJ SUBKULTURY...innymi słowy: skejci nie mogą nosić kroku w kolanach (mnie to akurat zwisa), metale nie mogą nosić glanów (chyba, że w zimę), ani koszulek z zespołami, ani pieszczoch ani nic...na szczęście ja się ubieram tylko na czarno i to mogę :P Niestosowanie się będzie karane niższym zachowaniem...piknie. Rzecz następna...co znaczy "klasa maturalna"? Ano znaczy mniej godzin lekcyjnych aby mozna było się pouczyć zarówno do matury jak i na bierząco i jeszcze trochę zostanie. Nie w "zreformowanej klasie maturalnej". Miało byc ok 20 godzin w tygodniu, a gucio! Mamy ze 30...czyli jak zwykle. No i oczywiście plan na tyle powalony, że do teraz nie rozumiem go ni w ząb... Kurna...cieszmy i radujmy, żyletki ostrzmy bo się przydadzą !! skomentuj (8)
lay-out by gadz, blog.pl |